Być może, tak jak ja, dorastałaś/dorastałeś w niewielkiej miejscowości. Pamiętasz zapach lasu po deszczu, łąkę pełną kolorowych kwiatów i widok falującego na wietrze zboża.
A może spędzałaś/spędzałeś lato u dziadków na wsi, pomagając karmić kury, zbierać owoce w sadzie i słuchając wieczornych rozmów przy stole.
Możliwe też, że całe życie mieszkasz w mieście i kontakt z naturą kojarzy Ci się głównie z urlopem – krótkim wyjazdem, podczas którego próbujesz złapać oddech od intensywnego tempa życia.
Wszyscy trochę intuicyjnie wiemy, że natura daje moc: uspokaja, koi, wycisza. A jednocześnie w miejskiej dżungli nie bardzo jest przyzwolenie na to, żeby naprawdę zwolnić. Życie pędzi, tempo przyspiesza, a presja tego pędu bywa zwyczajnie trudna do udźwignięcia.
Niektórzy „rzucili wszystko i wyjechali w Bieszczady” (albo w inne miejsce z gorszym zasięgiem i lepszym widokiem), żeby odzyskać to, co utraciliśmy wraz z rozwojem technologii. Ci, którzy nie zdecydowali się na tak radykalny krok, często fantazjują o prostym życiu w zgodzie z rytmem natury – takim, w którym pory roku wyznaczają codzienne aktywności, a nie kalendarz spotkań w aplikacji.
Natura jako nowy luksus
Czy zastanawiałaś/zastanawiałeś się kiedyś nad tym, że to, co jeszcze jedno lub dwa pokolenia temu było oczywiste, dziś stało się formą luksusu?
Życie chłopów w drewnianych domach było z jednej strony trudne i pełne wyzwań, a z drugiej – bogate w tradycje i bardzo mocno osadzone w rytmie pór roku. Dekoracyjne przygotowania do świąt, zmieniający się wystrój domu, prace w polu i ogrodzie – wszystko miało swoje miejsce i czas.
Ta pewność i stałość wynikająca z obyczajów zaczęła znikać wraz z rewolucją przemysłową i migracją do miast. Dziś coraz częściej dostrzegamy tę stratę i próbujemy ją jakoś sobie „odkupić”.
Agroturystyki, slow urlopy, domki w lesie, kwatery bez telewizora – te wszystkie miejsca powstają po to, żeby dać nam przestrzeń do regeneracji i naładowania baterii. I bardzo się z tego cieszę.
Pytanie, które mnie nieustannie nurtuje, brzmi jednak: czy da się czerpać z tej mocy natury na co dzień, żyjąc w środku betonowej dżungli?
Ten blog jest właśnie miejscem, w którym będę próbować na to pytanie odpowiadać.
Od City of Gardens do Blooming Home Studio
Moja własna próba „oswojenia” miejskiego pędu zaczęła się kilka lat temu.
Z tętniącej życiem, nigdy do końca niezasypiającej Warszawy wróciłam w rodzinne okolice – do coraz bardziej rozpędzających się Katowic. Chciałam stworzyć miejsce, w którym można na chwilę przystanąć, usiąść, napić się kawy… i zanurzyć się w zapachu żywych kwiatów.
Tak powstała kawiarnio-kwiaciarnia City of Gardens. To tam mogłam z bardzo bliska przyglądać się temu, jak wygląda miejskie życie – i jak bardzo potrzebujemy w nim kawałka natury, który można zabrać ze sobą do domu.
To Wy nauczyliście mnie, że:
-
świeże kwiaty w wazonie w „ten przeklęty poniedziałek” potrafią dać energię do pracy na cały tydzień (a czasem i dwa),
-
święta pachnące żywym igliwiem przenoszą nas myślami do domu babci, nawet jeśli nie ma jej już z nami,
-
z roślin doniczkowych da się stworzyć własną małą dżunglę – i wcale nie trzeba nigdzie wyjeżdżać, żeby poczuć się odrobinę egzotycznie,
-
gotowe kompozycje balkonowe rozwiązują ogromny problem wielu z nas: co zrobić z tym kawałkiem mieszkania, który jest trudny do ogarnięcia przy zmieniających się porach roku, a jednocześnie może stać się najpiękniejszym miejscem do łapania słońca, powietrza i kontaktu z roślinnością.
Dzięki Wam zobaczyłam, że rośliny w mieście to nie „miły dodatek”, tylko realny sposób na zadbanie o siebie.
Kiedy życie każe zwolnić
Życie pędzi też dla mnie – choć naprawdę staram się je co jakiś czas zatrzymywać, żeby móc się nim nacieszyć.
Wraz z pojawieniem się kolejnego małego szczęścia w moim życiu, które dołączyło do swojego starszego brata, poczułam bardzo wyraźnie, że ja również muszę zwolnić.
To właśnie wtedy wróciłam myślami do wszystkich rozmów z Wami w City of Gardens.
Zrozumiałam, jakiego wsparcia potrzebujecie, żeby w tym miejskim kołowrotku nie rezygnować z natury, tylko sprytnie ją do siebie zapraszać:
-
nie każda osoba ma czas i energię na projektowanie własnych kompozycji,
-
nie każdy balkon wybacza błędy w doborze roślin,
-
nie każdy ma ochotę co sezon zaczynać od zera.
I tak narodził się pomysł na Blooming Home Studio.
Co chcę Ci dać dzięki Blooming Home Studio
Blooming Home Studio powstało po to, żeby ułatwić Ci wnoszenie natury do miejskiego życia:
-
dostarczać gotowe kompozycje z żywych roślin – do wnętrza i na balkon,
-
zadbać o to, żeby były dopasowane do pory roku i warunków,
-
oferować rozwiązania w formie abonamentu, dzięki którym nie musisz pamiętać, kiedy „coś zmienić” – natura po prostu wchodzi do Twojego domu razem z kolejnymi sezonami.
Z wysyłką. Z abonamentem.
Z myśleniem o tym, co, kiedy i gdzie posadzić – po mojej stronie.
Resztę zostaw mi. Ty masz się po prostu cieszyć tym, że wokół Ciebie żyje zieleń.
Po co jest ten blog?
Ten blog będzie naszym wspólnym notesem.
Chcę dzielić się tu z Tobą:
-
prostymi sposobami na to, jak wprowadzić naturę do mieszkania i na balkon, nawet jeśli masz tylko kilka metrów kwadratowych,
-
inspiracjami na małe rytuały z roślinami, które pomagają zwolnić choć na chwilę,
-
historiami osób (takich jak Ty), dla których rośliny stały się ważną częścią codzienności,
-
kulisami powstawania kompozycji i kolekcji Blooming Home Studio.
Jeśli czujesz, że też tęsknisz za naturą w swoim miejskim życiu – rozgość się tutaj.
Będzie mi ogromnie miło, jeśli zostaniesz na dłużej, wrócisz do kolejnych wpisów, a kiedyś może podzielisz się swoją historią.
Komentarze: 0